21 sierpnia 2015

POKRZYWNIK 11 czyli miejsce, w którym Dziki odnalazł NIEBO NA ZIEMI | relacja z wypadu oraz duuuużo zdjęć

Gdyby ktoś zapytał mnie z czym kojarzy mi się te parę sierpniowych dni, które spędziłam w Pokrzywniku 11 wraz z Anetką, Stefankiem oraz moją przyjaciółką Anią powiedziałabym, że były one jak wyjadanie miodu prosto z plastra… Są takie dni w życiu każdego z nas, że znajdujemy się dokładnie tam gdzie mieliśmy się znaleźć właśnie z tymi osobami, z którymi mieliśmy być. Tak było właśnie w moim przypadku. W przypadku moim i Pokrzywnikowo 11nastym ;)

fot. MŚ


Dokładną historię tego pięknego domu, po wojnie praktycznie zbudowanego na nowo możecie poznać na tej stronie Pokrzywnika, albo z ust samych właścicieli, którzy są z niego bardzo dumni. A jest z czego! Czysty, schludny oraz minimalistyczny, ale na pewno nie nudny! Tak w paru słowach opisałabym po krótce sam dom, w którym dzieją się rzeczy magiczne, acz proste.

fot. MŚ

fot. MŚ

No bo czym tak naprawdę jest wegetariańskie gotowanie, pieczenie ciast, robienie zakupów u sąsiadów, wyprowadzanie psa, pisanie książek, czytanie książek, organizowanie kina letniego, długie rozmowy do późnej nocy, spacery oraz sprzątanie pokoi po kolejnych gościach, zachwyconych spędzonym w Pokrzywniku czasem? Dla jednych nudą, ale dla innych… esencją bycia. Nie myślcie, że tylko to się w Pokrzywniku zadziewa, albo inaczej to ujmując, nie zadziewa ;)  Aktywni też znajdą coś dla siebie tak jak pozostali goście, którzy byli wraz z nami. Dolny Śląsk to kopalnia tajemniczych zamków, pięknych tras leśnych oraz górskich. Położenie między Jelenią Górą, Szklarską Porębą oraz Karpaczem sprawia, że Pokrzywnik jest świetnym miejscem wypadowym. Lubicie górskie wycieczki na piechotę lub rowerowo? Na pewno znajdziecie coś dla siebie.

fot. MŚ

fot. MŚ

Nie jestem historykiem, ani pasjonatem geografii dlatego nie opiszę Wam wszystkich skarbów, które znajdują się wokół domu takich jak Maciejowy Dwór, zapora na Jeziorze Modrym w Siedlęcinie oraz sporo innych pięknych miejsc, do których spokojnie można dostać się piechotą. To co było ważne dla mnie podczas tych paru dni to zwykła codzienność, którą kocham obserwować, którą uczę się doceniać. Śniadanie z chlebem żytnim, jaglanymi naleśnikami, świeżo ukręconą pastą z bobu, pysznym pasztetem  upieczonym z „resztek” kotlecików, miód o posmaku mięty, domowe konfitury bez cukru, kozie sery oraz borówki kupione u sąsiadów.

śniadanie podano 

obiad też :)

a na deser, domowa szarlotka z papierówek...

Polewanie psa wodą z konewki połączone z ganianiem za nim i nadzieją, że nie wytarza się w piaskownicy, spacery po przydomowym sadzie i rozmowy o tym jak przerobić starą stodołę. Opowieści o zastawie Białej Marii, z której każdy posiłek smakował jeszcze lepiej, wycieczki po okolicznych sąsiadach i wcześniej wspomniane już wyjadanie miodu z plastra. Bez słodko-pierdzącego zadęcia i sztucznych uśmiechów. W Pokrzywniku nie było na nie miejsca, ani potrzeby, wszystko po prostu zadziewa się tam zgodnie z… naturą? Naturą rzeczy, właścicieli oraz tą, która znajduje się na zewnątrz i wyznacza swoim naturalnym zegarem to co dzieje się w domu jak i wokół niego.

własnoręcznie zebrane u siądów

plaster miodu :)

fot. MŚ

Wracając do początku mojej opowieści te parę dni naładowało mnie czystą i pozytywną energią. Z góry ostrzegam, że w wielu moich następnych wpisach spotkacie się z odniesieniami do tych paru magicznych chwil spędzonych przeze mnie w Pokrzywniku. Przywiozłam stamtąd wiele przepisów od Anetki, ale także wiele doświadczeń i inspiracji. To jak w miłością od pierwszego wejrzenia. W to, że jest niemożliwa wierzą tylko Ci, którzy nigdy jej nie doświadczyli… ;)

znana i lubiana Grusztarda Anetki :)

ponad 2 metry miałem...

2 komentarze: