14 kwietnia 2015

KICZADI | ajurwedyjskie, oczyszczające, wzmacniające

Jeżeli kiedykolwiek mieliście do czynienia z ajurwedą zapewne słyszeliście o potrawie zwanej kiczadi, pisanej także jako kitchari. Idąc za słowami Roberta Svobody z książki „Prakriti” kiczadi to potrawa do dziś stanowiąca podstawę diety wielu Hindusów. Jest uniwersalnym daniem dla każdego (wg ajurwedy dla każdej z dosz) stanowiącym podstawę diety oczyszczającej i przynoszącym równowagę ciała i ducha. Ze względu na swoją lekkostrawność i zdolność do usuwania toksyn z organizmu jest doskonała dla osób narzekających na trawienie, wchłanianie, ale także dla osób zdrowych pragnących trochę oczyszczenia i zbilansowanej diety. Do popełnienia kiczadi przygotowywałam się już od dłuższego czasu, który w końcu nadszedł. Stwierdziłam, że tydzień poprzedzający wyjazd na warsztat oczyszczający będzie ku temu idealny, tym bardziej, że już od paru dni i tak obowiązuje mnie lekkostrawna dieta i odstawienie kawy (nawet tej gotowanej wg 5 przemian) przygotowywanej przeze mnie z wielką miłością… :)

fot. MŚ

Niektórzy z naszych rodzimych kiczadowców fasolkę mung zastępują czerwoną lub żółtą soczewicą (są lekkostrawne i nie wymagają namaczania), następnym razem spróbuję i w ten sposób :)

KICZADI | ajurwedyjskie, oczyszczające, wzmacniające
inspirowałam się przepisem Roberta Svobody z książki "Prakriti"

Składniki:
na 1 spory garnek, z którego wyszło 5-6 porcji śniadaniowych 

- 1 szklanka ryżu najlepiej basmati (u mnie brązowy okrągły)
- 0,5 szklanki fasoli mung 
- 4 pełne kubki wody gorącej wody
- 2 łyżki masła klarowanego 
- masala: spora szczypta asafetydy (o tym czym jest pisałam tutaj), 1 łyżeczka mielonego kminu, 1 łyżeczka mielonych nasion kolendry, 0,5 łyżeczki kurkumy, 1-2 łyżeczki imbiru w proszku
- 3-5 nasion kardamonu
- szczypta soli lub sproszkowanego kelpu
- opcjonalnie do podanie: 1 łyżka sosu sojowego tamari, duuuużo świeżej pietruszki, szczypta gomasio własnej roboty, albo innych ziaren np. czarnego sezamu

Ryż i fasolkę mung namaczam co najmniej 8 godzin wcześniej (w oryginalnym przepisie podana jest 1 godzina, ale mamy do czynienia z innym ryżem i niełuskaną fasolą).

W szerokim garnku o grubym dnie podgrzewam masło klarowane i dodaję do niego przygotowaną wcześniej masalę oraz karadomon. Podgrzewam do zezłocenia i puszczenia przez przyprawy pierwszego aromatu. Po chwil dodaję przepłukany ryż i fasolkę mung, wszystko dokładnie mieszam i podgrzewam żeby ryż i fasola przeszły aromatem przypraw. Po paru minutach dodaję gorącą wodę i zostawiam wszystko na śednim ogniu. Gotuję do momentu, aż ryż i fasolą wchłoną całą wodę, jeżeli według Ciebie konsystencja jest zbyt gęsta dodaj tyle wody żeby uzyskać zadowalającą formę potrawy. Na koniec dodaję sproszkowany kelp i/lub sól (dodałam kelp i trochę soli himalaskiej).

Propozycja podania: do zadowalającej Cię ilości kiczadi (zawsze jedz na ciepło!) dodaj 1 łyżkę sosu sojowego tamari oraz dużo poszatkowanej zielonej pietruszki, posyp odrobiną gomasio lub innych ziaren.

Tak przygotowane kiczadi zajadam codziennie na śniadanie, potrawa jest rewelacyjna!

2 komentarze: