Wiosenne oczyszczanie powinno przeprowadzać się na początku
wiosny, a tak naprawdę w czasie kiedy u nas trwa jeszcze kalendarzowa zima.
Jest to tzw. czas przejścia między dwiema porami roku, jednym słowem, ani zima,
ani wiosna ;) W tym roku swoje oczyszczanie zaplanowałam jednak na czas
późniejszy w związku z wyjazdem i następującymi zaraz po nim świętami. Poza tym
jak dla mnie w marcu było jeszcze trochę za zimno na odstawienie niektórych
pokarmów. Ale teraz skoro wiosna już w pełni pomimo, że termometry z uporem
maniaka nie chcą tego udowodnić przyszedł czas na powrócenie po krótkiej
przerwie do czegoś co tak naprawdę powinniśmu jeść cały czas bez względu na
porę roku, a mianowicie… kiszonki! Dziś lekko podrasowana kiszona kapusta,
która zawiera mnóstwo witamin i właściwych dla naszego jelita bakterii. A dlaczego podrasowana? Ano dlatego, że oprócz klasycznej marchewki, która nadaje smaku i koloru zawiera również... seler, który nadaje jej chaakterystycznego smaku. Ukiszoną trzymam poza lodówką, aby w każdej chwili można ją było zjeść, ale nie
na zimno, polecam podjadać codziennie małą porcję, wyjdzie Wam tylko na
zdrowie!
fot. MŚ |
KISZONA KAPUSTA PODRASOWANA | odkwaszająca, oczyszczająca, pyszna
inspirowałam się przpisem MEDtyJEMY z książki SWOJSKO Karoliny i Maćka Szaciłło
Składniki:
na duży słoik ok 5L
- 1 duża biała kapusta
- 1 duży seler
- 3-4 średnie marchewki
- 2 łyżki kminku
- 2-3 liście laurowe
- 3-4 łyżki soli kamiennej (nie himalajskiej)
Kapustę szatkujemy na kawałki przy pomocy szatkownicy (uwaga na palce), albo noża jeśli ktoś woli. Selera ścieramy na tarce o dużych oczkach, marchewkę także. Tak przygotowane warzywa bardzo dokładnie mieszamy z przyprawami i solą. Przekładamy do jednego dużego słoika lub kilku mniejszych. Ważne jest aby cała zawartość słoja podczas kiszenia była przykryta sokiem, który się wydziela dlatego należy obciążyć kapustę np. talerzem, na którym coś położymy lub mocno ubić pięścią (wybieram tę druga opcję). Tak "ubitą" kapustę, która puściła już sok, zakręcamy i pozostawiamy na tydzień w temperaturze pokojowej. Swoją trzymam niedaleko leciutko grzejącego kaloryfera. W międzyczasie można podduszać ją czystą pięścią, musi być zawsze przykryta sokiem inaczej się zepsuje.
Kiedy będzie już gotowa powinno trzymać się ją w lodówce, albo w chłodnym miejscu takim jak np. piwnica, ja jednak łamię zasady i nie chłodzę, ale jem codziennie dlatego nie ma czasu się popsuć. Spróbujcie!
Kiedy będzie już gotowa powinno trzymać się ją w lodówce, albo w chłodnym miejscu takim jak np. piwnica, ja jednak łamię zasady i nie chłodzę, ale jem codziennie dlatego nie ma czasu się popsuć. Spróbujcie!
Prosto i smacznie :)
OdpowiedzUsuńzdrowo też ;)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńa dlaczego nie można użyć soli himalajskiej? Ja niestety użyłam do swojej kiszonki i czekam na rezultat (mam nadzieje ze pomyślny) :)))
OdpowiedzUsuńbo szybciej skiśnie niż się ukisi :)
UsuńCiekawy wpis
OdpowiedzUsuńDzięki, będę odwiedzać:)
zapraszam :)
Usuń